Juwenalia – relacja z korowodu
Mimo że nie jestem już studentką I roku, na juwenaliowym korowodzie byłam po raz pierwszy.
Już wyjeżdżając z Nowej Huty, w której mieszkam, napotkałam na pierwszych studentów zmierzających na korowód. Skąd wiem, że właśnie tam szli? To proste – byli poprzebierani. Gdy dotarłam na miejsce kilkanaście minut przed godz. 10, parking przy ul. Reymonta był już wypełniony setkami studentów. Z balkonów pobliskich akademików słychać było muzykę i okrzyki, studenci obserwowali swoich kolegów, komentując ich stroje (lub też ich brak).
Patrząc na ten tłum, nie sposób było się nie uśmiechać. Studenci konkurowali na najciekawsze przebranie i najzabawniejszy okrzyk. Każda ze szkół wyższych miała swoją oficjalną reprezentację z flagami i odpowiednimi transparentami, ale były także mniej oficjalne grupki przygotowane nie gorzej niż te formalne. Jednak nie to było najważniejsze. Liczył się dobry humor i chęć zabawy, a tego nikomu nie brakowało.
Porwana przez tłum
Po uformowaniu się korowodu powoli ruszyliśmy na Rynek. By móc dokładnie przyjrzeć się pochodowi, a zwłaszcza kostiumom i pomysłowym rekwizytom, postanowiłam wyprzedzać kolejne grupy, by przejść całą długość parady. I tak mijałam: święte krowy, husarię, Arabów, a także postacie ze wszystkich bajek, np. Bukę z Muminków, Asterixa i Obelixa oraz Smerfy. Przepiękne stroje, a przede wszystkim niczym nieograniczona fantazja studentów zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przebijając się przez gęsty tłum pielęgniarek, ratowniczek i robotników, nie mogłam oderwać wzroku od tego nasyconego kolorem i fantazją korowodu.
Z owadami na czele
Zanim korowód ruszył dalej (zatrzymał się, by przepuścić samochody), dziennikarzy i obserwatorów zaatakowała brygada antyterrorystyczna. Tuż za nią podążała orkiestra AGH, ale na ten dzień nie była to “zwykła” górnicza kapela, tylko owadzia inwazja – muzycy byli przebrani za… pszczółki. Wybijające rytmy owady poprowadziły nas na Rynek. Cały korowód budził żywe zainteresowanie. Pewna zachwycona pomysłem Angielka porównała go do halloween.
“UJ pije, AGH stawia”
W rytm okrzyków “UJ pije, AGH stawia” czy “Kto nie skacze ten z AGH-u, hop, hop, hop” studenci wkroczyli na Rynek. Tu rozpoczęła się impreza kończąca korowód wraz z jego najważniejszym punktem, czyli przejęciem przez studentów władzy nad miastem. Wiceprezydent Krakowa Wiesław Starowicz niepewnie oddał nam klucze do bram Krakowa, jednocześnie prosząc: – Mam nadzieję, że w niedzielę o północy oddacie miasto w nie gorszym stanie niż jest teraz – wywołało to ironiczny uśmiech na ustach studentów, jednak oficjalnie zobowiązaliśmy się do oddania miasta nawet w jeszcze lepszym stanie niż je przejęliśmy. Na koniec części oficjalnej JM Rektor UJ, prof. Karol Musioł powiedział: – Jestem teraz przebrany za rektora, ale wieczorem będę jednym z was – zapraszając tym samym na pozostałe juwenaliowie imprezy.
…Kto nie pije ten kanalia
Po części formalnej na scenie zagościli studenci. Odbyło się kilka konkursów. Najciekawszym z nich były zawody na najszybsze zjedzenie ciastka. Muszę przyznać, że troszkę żałowałam, że nie zgłosiłam się, by widowiskowo pochłonąć eklerkę. Ważnym elementem imprezy były prezentacje uczelni. Te jednak strasznie się przeciągały. Studenci pomału zaczęli się rozchodzić, zwłaszcza że prażące słońce nie sprzyjało biernemu staniu w ścisku. Zdecydowali się rozejść, by uzupełnić płyny i bawić się dalej w mniejszych kręgach oraz przygotowywać organizm na wieczorną imprezę plenerową.
Karolina Jędras