O Afryce, Himba i pseudowolontariacie

Rozmowa z absolwentami UJ

Asia Pszonka i Adam Domagała spędzili miesiąc podróżując po Afryce południowo-wschodniej. Nie byli wolontariuszami, lecz zwykłymi turystami. Wrażeniami z wyprawy dzielą się z czytelnikami WUJ-a.

Decyzja wyjazdu do Afryki na własną rękę była dość śmiała.

Asia: Nie była to nasza pierwsza podróż w tamte strony. Wcześniej odwiedziliśmy arabskie Maroko, na północy kontynentu, zupełnie różne od państw Czarnej Afryki.

Adam: Ponieważ nie mamy jeszcze poważnych zobowiązań, jako cele podróży wybieramy miejsca, które wymagają pewnego wysiłku, by się do nich dostać i je zwiedzać.

Dlatego zdecydowaliście się polecieć do Namibii i Botswany?

Asia: To doskonałe kraje pierwszego kontaktu z afrykańskim światem. Oba są słabo zaludnione, jeszcze nie przereklamowane i warte zobaczenia.

Adam: W samej Namibii można ujrzeć wydmy – podobno największe na świecie, góry, kaniony, ocean, foki, pingwiny, plemiona, które nie uległy cywilizacji. Ale przede wszystkim to miejsca w miarę bezpieczne, zamieszkałe przez przyjaznych ludzi. W Johannesburgu na lotnisku wypożyczyliśmy auto, którym przemierzyliśmy w sumie 10 tys. km. Do Namibii nie mieliśmy pozwolenia wjazdu…

Asia: Namibijscy funkcjonariusze mile nas zaskoczyli. “Nie macie zezwolenia, ale to nie wasza wina, że nie znacie zasad tu panujących, a mandat zapłaci firma, która wam wynajęła samochód” – powiedział policjant. Ok! ;)

Nie lepiej podróżować większą grupą?

Asia: Grupa nie jest elastyczna. Traci się dużo czasu na działania organizacyjne.

Adam: 4 osoby to maksimum. Najlepiej żeby miały wspólne cele.

Mieliście problemy z wyżywieniem?

Adam: Jedliśmy wszystko. Kupowaliśmy jedzenie w miejscowych sklepach. Na początku obawialiśmy się, ale spotkaliśmy mieszkającego tam Polaka, który kupował mięso… Powiedział, że jest ono w porządku i powinniśmy je jeść, “żeby nie chorować”.

Odwiedziliście lud Himba – podobno ostatnie tradycyjne plemię Afryki.

Adam: Dotarliśmy do pięknych gór Kaukolandu na północy Namibii. Wiedzieliśmy, że żyją tam Himba. Znaleźliśmy przewodnika, a zarazem tłumacza języka tubylczego na angielski. Wyglądał on osobliwie. Sklep, do którego nas zaprowadził – też. Była to duża hala, pełna pudeł i worków. Kazał nam kupić 10 kg mąki oraz 2 pudełka wazeliny. Miał to być podarek w zamian za pozwolenie wejścia do wioski i możliwość robienia zdjęć.

Społeczeństwo pozbawione komercji?

Asia: To lud pasterki. Owszem, wykorzystujący to, co dostanie od turystów, ale nieznający żadnej elektroniki, prądu, komputerów. Handluje rzeczami, które sam wykona.

Adam: Wszystko kosztuje “one hundred”. Każdy produkt – niezależnie od wielkości i jakości wykonania. Rzucają się w oczy leżące wszędzie długopisy, które podróżnicy dają tubylcom w prezencie. Oni mają ich już za dużo… Cywilizacja dociera tutaj niezależnie od woli Afrykańczyków.

Himba się nie myją, nie dbają o higienę. W jakim stanie jest ich zdrowie?

Asia: Ponieważ izolowali się od “reszty świata”, długo nie dotykały ich choroby cywilizacyjne. Do końca XX wieku nie było tam AIDS. Wyniszczał ich brak witamin. Obecnie mieszkańcy Kaukolandu mają kontakt z innymi plemionami i Europejczykami – to powoduje ryzyko pojawienia się chorób.

Wyróżnia ich wygląd – pokrywają swoje ciała i włosy mazią robioną z tłuszczu, mleka krowiego, ekstraktu z roślin, popiołu i ceglasto-czerwonej ochry. Napotkaliście inne ciekawe ludy?

Asia: Pozostali mieszkańcy południowo-zachodniej części Afryki są ucywilizowani, tzn. “przyodziani”. Istnieją jeszcze miejsca rzadko odwiedzane przez Białych – ludność je zamieszkująca, widząc turystę, nie wie, z kim ma do czynienia.

Nie ma tam misji?

Asia: Nie spotkaliśmy. Zresztą nie uważam, aby były potrzebne. W tym rejonie aktywnie działają Niemcy i mam nadzieję, że wiedzą, co robić. Z Himba jest podobnie jak z Romami w Polsce. Tak jak kiedyś polski rząd zabronił Cyganom tułaczki i zmusił do edukacji, tak teraz Rząd Namibii wysyła dzieci Himba do szkoły. Maluchy, idąc do szkoły, w przeciwieństwie do pozostałych uczniów, są nagie, a na głowach noszą tradycyjne warkoczyki. Mimo wszystko po jakimś czasie asymilują się z rówieśnikami. Uświadamiają sobie, że w przyszłości nie muszą, jak ich rodzice, paść bydła. Nie chcą wracać do wiosek, w których się urodziły.

Zgadzacie się z Kapuścińskim, że świat w niewłaściwy sposób wspiera Afrykę?

Adam: Obecna pomoc często polega na autoreklamie. Podejmowane są bezmyślne działania, mające na celu niepotrzebne przedsięwzięcia. Jaki sens ma budowa szkoły czy studni na terenach, gdzie są one zbędne?

Asia: Jakiekolwiek działania powinni prowadzić specjaliści – ludzie mający pojęcie o Afryce.

Wolontariat jest niepotrzebny?

Asia: Zazwyczaj bywa on prowadzony w miejscach, w których nie jest konieczny. Misje w Kenii czy Tanzanii cieszą się popularnością nie dlatego, że kraje te potrzebują pomocy, ale dlatego, że są piękne. Osoby tam wyjeżdżające tak naprawdę udają się na wakacje, a nie na wolontariat. Nazywajmy rzeczy po imieniu! Z takich możliwości wyjazdu najczęściej korzystają dziewczyny, ponieważ podróżowanie kobiet po Afryce jest szczególnie niebezpieczne. Misje dają im schronienie. Przykre, że po powrocie “pseudowolontariusze” podciągają typowo wypoczynkowy pobyt pod wzniosłe wartości słowa “wolontariat”.

Adam: Naprawdę chciałbym być wolontariuszem w Tanzanii (śmiech). Nie ma to jak wspomagać przepiękne plaże Zanzibaru albo Arushę u stóp Kilimandżaro. Tam, gdzie pomoc jest potrzebna, nie ma ochotników. Polska Akcja Humanitarna chce tworzyć przyczółek wolontariatu w Sudanie. I co? Brak chętnych do współpracy Dlaczego? Bo to niebezpieczne miejsce, a tamtejsze społeczeństwo naprawdę trzeba wesprzeć. Niewesoło przedstawia się sytuacja w Demokratycznej Republice Konga. Tam też nie ma śmiałków. Wiele dzisiejszych misji znajduje się w niewłaściwym miejscu.

Rozmawiała Beata Kołodziej

Odpowiedzi: 7 do “O Afryce, Himba i pseudowolontariacie”

  1. dionie mówi:

    czasami “wolontariat” to jedyny sposób wyjazdu do afryki. wiadomo że każdy wybiera miejsce w którym nie zginie ;)

  2. Agata Jurkowska mówi:

    Witam! Przez 3 miesiące byłam wolontariuszką w projekcie realizowanym w Tanzanii. Bardzo wzburzyła mnie wypowiedź o pseudowolontariacie, uważam że jest bardzo krzywdząca. Działam dużo w wolontariacie i wiem, ze jest on trduną sprawą, zwłaszcza jeżeli chodzi o pomoc krajom afrykańskim, ale stwierdzenie, że wolontariusze nic nie robią jest już przesadą! Przepraszam ale na jakiej podstawie taka wypowiedź? ja cięzko pracowałam właśnie u stóp Kilimanjaro i znam sporo osób które również bardzo cieżko pracowały na wolontariacie. Uważam że wypowiedź Adama i Asi jest niesprawiedliwa a przytoczone argumenty świadczą o braku rozeznania o kwestii wyjazdów wolotarystycznych w takie regiony jak Kongo i Sudan.
    Jednak najbardziej boli mnie krytyka i takie ogromne uogólnienie wolontariuszy. To czy ktoś angażuje się w projekt i czy jedzie na wolontariat żeby zwiedzać plaże jest jego bardzo indywidualną i osobistą sprawą, nie podlegającą ocenie! Swoją wypowiedzią uraziliście mnóstwo osób, które pojechały by pomóc…. Afryka nauczyła mnie że trzeba szukać rzeczy które nas łączą niż dzielą i ze nie należy krytykować, ale szukać podobieństw….

  3. magie mówi:

    Przeczytałam wasz wpis o wolontariacie i muszę się z nim zgodzić. Ja byłam na wolontariacie w Tanzanii i dzięki temu miałam niepowtarzlaną okazję zdobyć szczyt KILI. Prawdę mówiąc gdyby nie wolontariat nidgy nie byłoby mnie stać na ten treking :)

  4. m. mówi:

    Zgadzam sie z Agata, ze od wolontariuszy duzo sie wymaga. To niej jest tak żę ktoś sobie jedzie i nic nie robi, a tylko podziwia plaże i krajobrazy. Wolontariusz pracuje za free. Wiec jest to jakieś poświecenie. Sam klimat jest też wyzwaniem. W Afryce byłam jako wolontariusz i wiele się tam nauczyłam. Dzieki temu wyjazdowi umiem ocenić wagę słowa wartość, szczególnie wartośc wolontariatu.

  5. Tomek mówi:

    też zauwazam że wiele osób biorących udział w wolontariatach to ludzie ktorym wydaje się że niewiadomo ile dla tego swiata zrobili a tak naprawdę w miejscach w których by sie przydali to ich nie ma

  6. peter mówi:

    Szkoda że w Polsce tak mało osób poznaje świat w sposób niebanalny. Ale w naszym społeczeństwie chyba panują jeszcze inne priorytety. Z dużą przyjemnościa przeczytałem ten wywiad, a ponieważ w Afryce południowej byłem kilka razy wiem jakiej wiedzy i umiejetności organizacyjnych wymaga taka wypraw na własna rękę. Ale ludzie ciekawi świata są w stanie pokonać wiele trudności, aby osiągnąć cel.

  7. Maja mówi:

    Trafiłam tutaj ponieważ właśnie przygotowuję się razem z narzeczonym do podróży po Namibii. Też zamierzamy odwiedzić wioskę Himba. Wszędzie czytam, że Namibia to przepiękny kraj i przez wiele osób jest gorąco polecany. Mam nadzieję, że po powrocie będziemy mieli również tak miłe wrażenia.
    A co do wolontariatu to zaskoczyła mnie wypowiedź m., że “Wolontariusz pracuje za free”. Przecież to jest bzdura. Za jakie free???! Wolontariusze mają zapewniony nocleg za darmo, a nawet zdarza się też że i wyżywienie. Ponieważ teraz organizuję ten wyjazd wiem jakie to duże koszty więc o czym tu mowa?Widzę, że niektórzy wolontariusze będąc tam nawet nie są świadomi ile kosztowałby ich taki pobyt gdyby musieli za wszystko zapłacić sami. Eh. Jestem ciekawa w ilu procentach praca wolontariusza pokrywa to co taki wolontariusz dostaje tam za darmo. Wolontariuszki, które wypowiadają się tutaj na forum piszą jakich wartości nauczyły się przebywając na wolontariacie. Ja myślałam, ze te wartości wynosi się po prostu z domu.

Dodaj komentarz